wtorek, 20 marca 2018

Wolne pszczelarstwo, ale ...

Wczoraj obejrzałem kilka filmów na YouTub, zamieszczonych przez: "akademia przczelarza". Zainteresował mnie temat poruszony w wywiadzie z panią Cecilia Costa z Instytutu Pszczelarstwa w Bolonii we Włoszech. Polecam go tez Wam.

https://www.youtube.com/watch?v=Vkq_cVwxoP8&t=109s

Prawda, że rozmowa porusza ciekawy temat, który może okazać się w najbliższym czasie bardzo aktualny również w Polsce? Kiedy byłem na szkoleniu 2 lata temu, usłyszałem o tym problemie pierwszy raz. Temat dotyczy kolejnego zagrożenia dla pszczół, którym może okazać się żuczek ulowy. W obecnym świecie istnieje wiele dobrodziejstw wynikających z braku granic, lecz... Wolność to coś, co jest najważniejsze, ale niesie ono ze sobą również wiele zagrożeń. W tym przypadku mam na myśli praktycznie nieograniczony handel matkami pszczelimi. Jak pewnie wiecie, dziś możemy sobie zamówić każda królowa z dowolnej rasy, linii pszczół i rejonu świata. Istnieją od tego pewne odstępstwa, lecz zasadniczo jest to możliwe w praktyce. Niesie to ze sobą wiele radości i pozwala na obserwację różnic cech użytkowych matek, innych nie pochodzących z Naszego regionu pszczół. Z czego tez sam korzystam. Mam kilka ras i linii pszczół. Poszukuję cały czas tej najbardziej właściwej dla miejsca, gdzie mam pasiekę pszczół. Na pasiece stacjonarnej są określone pożytki, klimat i wydaje sie, że najbardziej pożądane cechy będą posiadać dostosowane do nich wykształcone przez wiele sezonów, w selekcji naturalnej pszczoły lokalne. Oczywiście, że pszczelarz może też wpływać na swoje rodziny eliminując te roje (matki) które są np. agresywne. Po kilku już latach pszczelarzenia, skłaniam się jednak ku teorii, że pszczelarz jest dla pszczół, a nie odwrotnie.
Każdy pewnie czytał o różnych cechach pszczół z innych zakątków świata. To trochę jak poszukiwanie Złotego Grala i marzyć o wychowaniu swojej super pszczoły. I sam takie oglądałem w Grecji. SuperBee świetnie się sprawdza np. na Cyprze, czy Krecie.



Sam jadłem miód tymiankowy i spędziłem trochę czasu z hodowcą z Grecji, który mi opowiadał o jej zaletach. O jej miodności (5 miodobrań), plenności (2000 jaj dziennie), czy instynktowi samooczyszczania itp. Jeśli mam też być obiektywny to wymienię jej inną cechę, czyli obronność, którą odczułem na własnej skórze :-). Może pachniałem jak obcy z innego rejonu świata?
Sam tez korzystam z możliwości zakupu matek. Kupuję je jednak w Polsce i to zarówno od zawodowych hodowców jak i tych produkujących matki nieinseminowane użytkowe. Mam np. zakupioną na Dolnym Śląsku w Polsce AM Ligustica, jednak jej rodowód jest z Włoch. Jest to Y2 i obecnie jestem z niej zadowolony i sprawdza się ona u mnie, z racji moich okolicznych pożytków. Mam wokół mojej stacjonarnej pasieki ogródki o zróżnicowanych nasadzeniach. Zaobserwowałem, że znosi ona pyłek i nektar z innych roślin niż, w tym samym czasie inne rasy, które posiadam (Buckfast, Krainka). Często wybiera okoliczne krzewy, pomimo, że dalej są drzewostany lipy, akacji, drzew owocowych, czy mniszka lekarskiego. Na marginesie, w przypadku "czystej rasy" AM Ligustica zakupionej w Polsce, nie byłem już zadowolony, gdyż żadna z kilku matek nie została przyjęta przez rodziny. Jednak nie jest to w tym poście najważniejsze. Bardziej chodzi mi o problem ryzyka związanego ze sprowadzaniem innych ras i linii pszczół, z czym może być związane sprowadzenie niechcianego gościa jak np. żuczek ulowy, czy też osławionej pszczoły afrykańskiej, która ostatnio jest kojarzona z mityczna cechą, radzenia sobie z warozą. Należy jednak pamiętać, że jest to rasa bardzo agresywna i ekspansywna dla innych endemicznych (lokalnych) ras pszczół. Tak więc zanim zakupicie matki "za morza", może warto zapytać lokalnych pszczelarzy o posiadane w Waszym regionie pszczoły. Powodzenia!

niedziela, 21 stycznia 2018

Dokarmianie zimowe rodzin pszczelich.


Dokarmianie zimowe pszczół, w tym sezonie może okazać się niezbędne. W wielu rejonach w Polsce średnia temperatura miesiąca grudnia jest znacznie wyższa niż w latach poprzednich. U mnie na pasiece zaobserwowałem aktywność pszczół w ciągu dnia przez okres grudnia i na początku stycznia. Może się to okazać złe dla przezimowania rodzin pszczelich w dobrej kondycji. Zostało to opisane w artykule:
www.portalpszczelarski.pl/artykul
We wtorek 16 stycznia 2018 w Luboniu koło Poznania spadł pierwszy śnieg. Dzisiaj od rana świeciło słońce i temperatura, w południe, w cieniu wynosiła +3 stC. 
Temperatura po pierwszych opadach śniegu.
Około godz.13.00 już słońce przykryła warstwa kolejnych, śnieżnych chmur. A tak wyglądał ogród (kilkucentymetrowa warstwa śniegu, choinka świąteczna jeszcze w dobrej formie, śnieg na daszkach uli).
Dlatego też postanowiłem wykonać krótkie przeglądy rodzin i tam, gdzie na dwóch skrajnych ramkach nie było już miodu postanowiłem podać ciasto miodowo-cukrowe.

Przygotowanie ciasta miodowo-cukrowego.
Ja biorę dwie porcje cukru, który miksuje na cukier puder w mikserze.
Mikser (kryształ na puder)
Potem dodaje jedną porcję miodu. Tutaj moja uwaga; koniecznie z własnej pasieki, co daje mi gwarancję składu. Dalej całość razem ugniatam ręcznie, aż do powstania jednolitej masy ciasta.
Cukier + miód = ciasto.
Potem wkładam do małych okrągłych pojemników z tworzywa. Dobieram takie, które mają średnicę trochę większą od otworów w powałce ula. Dzięki temu podanie jest szybkie i nie wyziębia zbytnio gniazda. U mnie czynność ta polega na podniesieniu daszka i zatworu w otworze powałki i włożeniu w to miejsce pojemnika z ciastem. Trwa to kilka sekund.
Pojemniki, ciasto i pajączek do zatworu powałki ula.
Takie dokarmianie można wykonać profilaktycznie, gdyż nie wyziębia gniazda oraz nie niepokoi specjalnie kłębu. A potem na podstawie krótkiego podniesienia daszka i wglądu (po tygodniu) można zobaczyć intensywność pobierania przez pszczoły pokarmu. Moim zdaniem jest to lepsze rozwiązanie niż wiosenny widok osypanych, z głodu pszczół.
I jeszcze jedno, nie zapomnijcie podać wody dla pszczół, która teraz na wiosnę jest im niezbędna. Ja aplikuje im w słoikach na górę powałki, a dodatkowo w ciepłe dni mam oczko wodne z keramzytem (woda od niego się nagrzewa), z którego też pobierają wodę.

Powodzenia i sukcesów na wiosnę adammiodek.

wtorek, 5 grudnia 2017

Miód płynny i stały, cz.1.

Witam Was sedecznie, a w szczególności moich obecnych i przyszłych klientów, amatorów miodu z mojej pasieki. Pomimo, że świadomość spożywania zdrowej żywności w Polsce rośnie, wiedza przeciętnego klienta na temat produktów pasiecznych jest niewystarczająca. W trakcie sprzedaży miodu zauważyłem kilka powtarzających się pytań i tematów. Powodów takiego stanu rzeczy jest pewnie kilka. Myślę, że jednym z nich jest pewnie obecny agresywny marketing sprzedaży i Nasze przyzwyczajenia ze sklepów wielkopowierzchniowych. Produkt znany Nam i świecący jest dobry! Poza tym fałsz powtarzany wielokrotnie staje się prawdą. Brakuje Wszystkim Nam pewnie czasu, aby zadać sobie kilka pytań, a potem zadać sobie trudu by poczytać i wiedzieć! Dodatkowo pamięć jest zawodna. Warto kożystać z wiedzy  i  doświadczenia poprzednich pokoleń. Ale do rzeczy.

Podstawowe pytanie jakie często słyszę na temat miodu to:
"Dlaczego miód jest "zcukszony"(mam tu na myśli jego postać stałą- skrystalizowaną)?"
Autor takiego pytania zazwyczaj ma na myśli to, że jest on w postaci stałej, a nie płynnej. Dalej często za tym kryje się teoria, że to pewnie wina dodanego cukru do miodu... W miodach zakupionych w marketach może się zdarzyć taka sytuacja (choć nie przesądzam takiego stwierdzenia o wszystkich miodach zakupionych w sklepie wielkopowierzchniowym). Z racji ceny firmy pośredniczące mogą sprowadzać miody z Ukrainy, czy Chin. Taki miód zazwyczaj jest niewiadomego pochodzenia pożytkowego i może być z nieznanego regionu. Z racji ilości sprowadzanych przez pośredników, jest też narażony na modyfikacje i mieszanie z syropami glukozowo-fruktozowymi, czy dodanie np. cukru. Gdy kupimy taki produkt, posiadający zapewne wszelkie certyfikaty i tak w przypadku niezadowolenia z jego jakości, smaku itp. i tak nie zwrócimy go do przczelarza, aby go wymienić. Zresztą jego jakość może być powodem dodatków dodanych po drodze do klienta, jakości transportu, podgrzewania, ilóści zawartych w nim środków ochrony roślin (pestycydów) oraz innej chemii itp. Myślę, że w przypadku zakupu miodu bezpośrednio od pszczelarza otrzymacie fachowe doradztwo i ewentualną wymianę w przypadku jakichkolwiek zastrzeżeń związanych z jego jakością. Dodatkowo warto abyście sami zastanowili się przed zakupem, czy miod pochodzi z pożytków wielkopowierzchniowych, czy też nie? Byłem ostatnio na szkoleniu, gdzie widziałem badania dowodzące, że miód z miasta i lasu zawiera mniej pestycydów od miodów pochądzących z upraw wielkopowierzchniowych.

Odp.:
Miód zaraz po odwirowaniu jest płynny (galalerowaty w przypadku miodu wrzosowego, czy spadziowego). W polskich warunkach klimatycznych zaczyna krystalizować zaraz po odwirowaniu, czyli zmieniać stan skupienia na stały. Proces jest zjawiskiem naturalnym. W przypadku miodu wielokwiatowego trwa to około 6 tygodni. Miodem płynnym jest w Polsce miód akacjowy, zresztą bardzo lubiany przez dzieci. Oczywiście można mieć swoje preferencje i jeśli ktoś lubi miód w postaci płynnej mogę taki dostarczyć, po poddaniu go procesowi dekrystalizacji w urządzeniu do tego przeznaczonym. Aby był on w pełni zdrowy i nie tracił swoich właściwości i posiadał aktywne enzymy kożystne dla Naszego układu trawiennego i jelitowego, należy go "przywrócić", ze stanu stałego kożystając z dekrystalizatora, w którym można ustawić temperaturę dekrystalizacji. Cały proces powinien trwać 2 doby i temperatura dekrystalizacji nie powinna przekaczać 40st C. Na dowod poniżej zamieszczam przykładowy dekrystalizator, który ja stosuję w przypadku zamówień na "miód płynny".
Dekrystalizator ze sterownikiem Carel.

czwartek, 19 października 2017

Moja walka z pasożytem pszczół - warozza (łac. Varroa destructor).

Odwiedziłem ostatnio kolegę w Poznaniu, który ma klika pasiek w mieście i na jego peryferiach. Opowiedział mi o swoich problemach z w Varroa destructor, czyli z pasożytem pszczół. Stracił on w tym sezonie już kilka rodzin. Zastanawialiśmy się więc, nad skutecznymi metodami walki lub raczej ograniczenia populacji tego pasożyta w rodzinach pszczelich. Myślę, że nie ma możliwości wyeliminowania tego pasożyta z rodzin w 100%. Pewne jest to, że trzeba, z tym pasożytem pszczół walczyć. Według mnie, aby ta walka była skuteczna należy stosować różne metody do walki z jego populacją w poszczególnych rodzinach. Ja właśnie tak robię. Stosuje kilka metod i jak na razie są one na tyle skuteczne, że jestem z nich zadowolony. Na swojej pasiece stosuje hodowlę rotacyjną, polecaną między innymi przez Instytut w Getyndze w Niemczech, z którą polecam zapoznać się na youtobe.Zamieszczam link:
https://www.youtube.com/watch?v=FVk1LVQ5K98

Stosuje kompleksowo wymienione poniżej zabiegi i mogę powiedzieć, że są one skuteczne:
1. po pierwszym miodobraniu w czerwcu robię zsypańce z kilku rodzin i tworzę nowe rodziny. Eliminuję hodowlę wsobną , czyli zakupuję od zawodowych hodowców nowe matki, często NU- nieunasiennione, które są unasienniane przez moje trutnie z rodzin KP (pszczoła kaukaska primorska), przykładowy film poglądowy:
http://bzyki.shoplo.com/strona/rotacyjna-hodowla-pszczoł

2. w pozostałych rodzinach innych niż pszczoła KP stosuję ramkę pracy, gdzie wycinam czerw trutowy, ograniczając rozmnażanie się warozzy. Nie wykonuje tego zabiegu w rodzinach z pszczołą KP, z uwagi na hodowlę w nich trutni w celach hodowlanych.

3. od roku stosuję na pasiece komórkę wezową 5,1mm, która utrudnia złożenie jaj i rozwój larw warozzy i widzę efekty tego zabiegu.

4. rozwijam te linie posiadanych rodzin (hodowla matek), w których zauważam duży instynkt oczyszczający. Można to sprawdzać podając do rodzin np. liście itp. sprawdzając ich usuwanie przez rodzinę, czy też samą czystość dennicy ula

5. stosuje zioła do podkurzacza, które wg. "starej szkoły" powodują zwiększenie instynktu behawiorystycznego u pszczół oraz nie są tolerowane przez samą warozzę (np. drzewko- sumak octowiec)

6. Wreszcie leczę rodziny metodą ekologiczną, stosując kwas organiczny- mrówkowy. Jest to jedna z nielicznych metod dopuszczona przez organizacje ekologiczne, gdyż nie przenosi się substancja czynna do miodu. Stosowanie jej w pasiece pokazuje na filmie.
Opis podania do rodziny pszczelej 70%-go kwasu mrówkowego, w żelu jako metoda walki z warozzą oraz jej wynik. Uwaga: Należy uważać, aby nie poparzyć się (oczy, skóra). Nie dopuszczać do bezpośredniego kontakt skóry i oczu z substancją czynną oraz jej oparami. Leczenie rodziny polega na podaniu nad korpusem rodziny pszczelej - żelu z firmy Bio Api. Podanie nastąpiło przez okres dwóch dni, od 16 do 17.10.2017, w temperaturze atm. w południe wynoszącej 20st.C. Temperatura reguluje ilość odparowanego kwasu z żelu. Opary kwasu są cięższe od powietrza, więc opadają na dno ula, co powoduje bezpośredni kontakt oparów kwasu w całym ulu, również wewnątrz komórek zasklepionych. Do kontroli osypu warozy służy szuflada z dennicy, dodatkowo pokryta papierem - nasączonym olejem lnianym w moim przypadku (może być olej słonecznikowy), do którego w trakcie zabiegu przyklejają się martwe lub żywe roztocza warozzy. Poniżej zamieszczam linki z filmami:
film 1 (wprowadzenie, na czym polega metoda)
https://www.youtube.com/watch?v=HeJnbqVmMM4
film 2 (aplikacja żelu)
https://www.youtube.com/watch?v=q5v-Quyv5P8


Spostrzeżenia i wyniki: Po dwóch dniach aplikacji leku, na całej powierzchni szuflady dennicy znajdowały się martwe pasożyty. Dla łatwiejszej oceny ich ilości zastosowałem przybliżenie. Wyznaczyłem powierzchnię 1 dm2 (część szuflady dennicy) i policzyłem dokładnie znajdującą się na niej ilość pasożytów; około 4 sztuk martwej warozzy. Jest to metoda poglądowa stosowana do oceny skuteczności. Wynika z tego, średnia ilość osypanej warozzy, z całej leczonej rodziny, tzn.: 3,75dm x 3,75 dm = 14 dm2, czyli 4 sztuki x 14 dm2 = 56 sztuk pasożytów. Oczywiście należy tu dodać, że część pasożytów nie zginie. Dodatkowo znalazłem dużo sztuk pasożytów na zewnątrz szuflady, które najprawdopodobniej chciały się wydostać schodząc po ściankach ula ku dołowi. Wadą metody jest też oddziaływanie na same pszczoły. Następuje pogorszenie przekazywania przez rodzinę feromonów, co zakłóca ich komunikację. Może też prowadzić do ich osypu. U mnie na dennicy znalazłem 3 sztuki martwych pszczół, przyklejonych do dennicy. Inne spostrzeżenie to widać też dużo części starych odwłoków i innych "śmieci", pochodzących z ramek, ula i komórek pszczelich. Myślę, że jest to dowód na usuwanie wszelkich zanieczyszczeń z ula i wzajemne oczyszczanie się pszczół. Oczywiście należy tu dodać, że część pasożytów nie zginie. Rodzina na koniec leczenia wykazywała też nerwowość - "szum" po otwarciu daszka. Linki do filmów na temat zastosowania przeze mnie tej metody :
1. film 4 (wyniki leczenia)
https://www.youtube.com/watch?v=IyIPPpIwyQ8&spfreload=10

2. zdjęcie 1 (1dm2)

3. zdjęcie 2 (strzałka na pojedynczą warozzę)
4. zdjęcie ostatnie (warozza poza dennicą)
Metoda jest ekologiczna, gdyż nie powoduje przenoszenie czynnika- kwasu do produktów pasieki np. miodu. Przy innych metodach zastosowania ciężkiej chemii (np. paski) przenika ona do produktów, tzn. jej substancja czynna pojawia się również w miodzie.

Definicja: Warroza – choroba wywoływana przez roztocza- Varroa destructor, rozwijające się na czerwiu i na dorosłych osobnikach pszczół miodnych. Samice roztoczy żywią się hemolimfą zaatakowanych owadów. Cykl rozwojowy to 9-10 dni. W tym czasie samica roztocza składa w zasklepionych komórkach z czerwiem od 3 do 6 jaj, z których rodzi się około 2/3 samic i 1/3 samców. Samice osiągają wielkość 1,6 mm szerokości i 1 mm długości. Zaatakowane rodziny pszczele wiosną bez pomocy człowieka giną już jesienią, a wystarczy zakażenie wiosenne na poziomie 10 roztoczy.

wtorek, 5 września 2017

Dla pasjonatów- sam wykonaj pierwsze ule. cz.5

Witam serdecznie. Do napisania tego postu skłoniło mnie zapytanie kolegi, który czyta mój blog. Zapytał mnie o celowość zakupu ula z Austrii, który to posiada funkcję automatycznego „miodobrania”. Nie będę się rozpisywał na temat jego działania. Dodam tylko, że jeśli się nie mylę, to rozwiązanie to wymyślił pewien Australijczyk z Antypodów. Rozwiązanie to ma wiele zalet dla amatorów własnego miodu, jednak podstawową wadą jest jego cena, około 600zł i więcej w zależności typu i producenta.

http://www.portalpszczelarski.pl/artykul/773/system_flow_hive_-_nowoczesne_miodobranie.html

W związku z powyższym pomyślałem, że warto zaprezentować Wam link, który może posłużyć za inspirację do wykonania własnego ula. Myślę, że każdemu mężczyźnie, który lubi majsterkować przyda się trochę czasu spędzonego przy majsterkowaniu, z muzyką w tle. Ja lubię ten czas, a Wy?

https://www.castorama.pl/inspiracje-i-porady/narzedzia-i-artykuly/elektronarzedzia-przenosne-i-akcesoria/wiertarki-wkretarki-i-mloty/wkretarki-akumulatorowe/jak-zrobic-prosty-ul-dla-pszczol.html

Myślę, że jeśli zastanawiacie się nad rozpoczęciem pszczelarzenia, to po nabyciu pewnej wiedzy teoretycznej, warto zbudować ul. Potem przy pomocy innego pszczelarza można nabyć wiedzę praktyczną i przy takim wsparciu można rozwijać swoją pasję. Oczywiście podany tu sklep, nie jest jedynym i szukajcie dobrego materiału w dobrej cenie.

Oczywiście wybór typu ula i materiału do jego budowy nie jest wcale taki oczywisty, ale jeśli podejmiecie swoją próbę, to następny wybór będzie już tylko lepszy. Budowa ula z OSB może się wydawać nie EKO, ale czy ktoś sprawdził naukowo, że miód z takiego ula zawiera substancje szkodliwe? Ja nie słyszałem nic o tym. Głównie dotyczy to fenoli stosowanych w klejach łączących wióry w płycie OSB. Myślę, że po okresie leżakowania takiej płyty na wolnym powietrzu, pod dachem oczywiście, substancje lotne odparują (kilka miesięcy). Dodatkowo można, po tym okresie pomalować środek korpusów rozpuszczonym propolisem w spirytusie, co na pewno spodoba się pszczółkom, po zasiedleniu takiego ula. Można też zastosować lakiery ekologiczne, które zabezpieczą przed uwalnianiem się substancji lotnych i bezpośredni kontakt pszczółek z płytą OSB. Jak niektórzy z Was pewnie słyszeli tomekmiodek miał na początku pszczelarzenia właśnie ule z OSB i nie słyszałem, aby ktoś narzekał na jakość miodu z takich uli lub, tym bardziej zachorował po spożyciu takiego miodu :-)

Dodatkowo, jeśli zbudujecie teraz lub zimą taki ul, to do wiosennego (majowego) zasiedlenia przez odkłady może on leżakować na powietrzu i poczekać, aż zdobędziecie wiedzę, czytając w zimowe wieczory o hodowli pszczółek :-) Powodzenia adammiodek!

niedziela, 6 sierpnia 2017

Jaki ul wybrać? Reklamacje zakupowe i obsługa klienta cz.4.


W związku z serią postów o wyborze właściwego ula w prowadzonej gospodarce pasiecznej, postanowiłem zamieścić kolejny post na ten temat. Obecnie cały czas jestem w drodze do wybrania „swojego ula”. Ostatnio spotkało mnie pewne zdarzenie, które myślę, że też powinno mieć wpływ na Nasz wybór. Zastanowiłem się nad tym aspektem, gdy byłem w serwisie samochodowym. Tak samochodowym… Naprawiałem tam swój samochód. Był to autoryzowany serwis samochodu, którym jeżdżę. Pojechałem tam z wiarą, że za pewnie „wysoką” cenę otrzymam szybką i profesjonalną obsługę. Nic bardziej mylnego. Zostałem umówiony na termin, gdy będzie Pan elektryk. Przyjechałem zostałem przyjęty z zachowaniem całego tego „autoryzowanego, renomowanego blichtru”. Czekałem w fajnych warunkach, wypiłem kawę i obejrzałem telewizję, aż przyszedł czas odbioru samochodu. Naprawa została wykonano częściowo zgodnie z diagnozą autoryzowanego serwisu, tzn. wymieniono mi ową część i mogłem już odebrać swój „w pełni sprawny” samochód. Niestety okazało się, że serwis skasował fajną sumkę za wymianę, a samochód nadal jest niesprawny i wykazuje tą samą usterkę…

Jakie jest powiązanie tej historii z pszczelarstwem? Po pierwsze prawie każdy pszczelarz ma samochód, hihi. Po drugie, kupiłem też do swojej pasieki ule poliuretanowe od pewnego polskiego producenta. Dostawa i towar po dostawie wydawał się ok. Ustawiłem go na pasieczysku, bez pszczół i leżakował. Okazało się, że zmienił kolor z białego na żółty, pod wpływem UV. Po miesiącu kiedy postanowiłem, go zasiedlić, znalazłem odprysk wręgi jednego z korpusów oraz pękniętą ściankę poliuretanową. Postanowiłem go reklamować. Opisałem całość zamieściłem zdjęcia, które zamieszczam też dla Was, w tym poście. 
Naturalna zmiana koloru (z białego) ula poliuretanowego po 1 miesiącu na słońcu. 
Odprysk kołnierza felcowego korpusu. Przyczyna: transport, bądź cecha materiału.

Pan z firmy (nazwy nie umieszczam z racji możliwości posądzenia o kryptoreklamę, ale dociekliwi znajdą) odpisał mi szczegółowo i wyjaśnił możliwe przyczyny zmiany kolorów, czy pęknięć. Dla zachowania dobrego imienia firmy i marki postanowił mi podesłać nowy korpus.

Dlatego, polecam takie firmy (niekoniecznie duże), które szanują klienta i swoją markę. Zachęcam do walki o swoje prawa konsumenta i walkę o lepszą obsługę serwisową, nie tylko w zakupach pszczelarskich. Pozdrawiam i życzę Wam udanych zakupów, a nie „wystukanej na pamięć”, lecz nastawionej na zadowolenie klienta- obsługi!

środa, 2 sierpnia 2017

Znakowanie matki rodziny pszczelej.


Witam serdecznie, po mojej przerwie wakacyjnej. Długo nie zamieściłem nowego postu. Na usprawiedliwienie dodam, że poczyniłem kroki w kierunku rozwoju pasieki, ale o tym innym razem. Mam też jeden zaległy, obiecany Wam post o florze kreteńskiej, ale mam tyle zdjęć, że muszę najpierw wybrać najciekawsze. Zakładam, że będzie to dobry temat na wieczorne, deszczowe jesienne wieczory. Ale do rzeczy :-)
W mojej dwuletniej praktyce pszczelarskiej staram się opisywać Wam swoje doświadczenia i spostrzeżenia, które pozwolą Wam uniknąć błędów na pasiece lub po prostu ułatwić na niej gospodarowanie. Może dla innych będą bodźcem do założenia własnej pasieki. Ja ostatnio powiększyłem swoją. Na tym się skupiłem. Wykonywałem odkłady nowych rodzin, rozwijałem je w sile oraz poddawałem nowe matki, dla polepszenia materiału hodowlanego na pasiece. Jestem cały czas w trakcie wyboru „swojego” typu ramki, co za tym idzie typu i rodzaju ula, oraz wyboru rodzaju prowadzenia gospodarki pasiecznej (stacjonarna, czy wędrowna). Obecnie stacjonarnie mam zarówno różne typy uli, jak i różne rasy i linie pszczół. Celowo. Ma mi to ułatwić podjęcie właściwej decyzji. Jak wiadomo teoria to jedno, a praktyka to co innego. Moi pszczelarze mentorzy, mówią to samo, że pszczółki zawsze potrafią Nas zaskoczyć, a decyzje co mi pasuje, każdy powinien podjąć sam!
W związku z ostatnim rozwojem pni, na mojej pasiece stacjonarnej, w wyniku ich podziału i dodaniem nowych matek, sprzedawanych niestety, często bez opalitek zauważyłem, że traciłem w związku, z tym wiele czasu. W trakcie przeglądów i przy przekładaniu ramek miałem wielokrotnie problemy ze znalezieniem nowych matek. Problem był o tyle ważny, że były to często nowe rodziny bez czerwiu, gdyż matki były nieunasiennione. Więc nie mogłem na podstawie czerwiu, czy jaj ocenić istnienia matki w rodzinie. Pomyłka, czyli włożenie młodej matki do ula ze „starą”, jak pewnie wiecie zakończyłoby się jej ścięciem. Dlatego polecam zakupy matek znakowanych, z opalitkami lub znakowanie ich samemu, pisakiem po powrocie do ula z unasiennienia. Jest to pokazane na moim filmie, cz.1, cz.2.
Znakowanie matki pszczelej pisakiem cz.2.  >>>>>>
Wszystkie matki poddawałem do rodzin, jak wcześniej pisałem na blogu, zgodnie z metodą bezpiecznego poddawania w klateczce, po wycięciu kawałka węzy, w celu sprawdzenia późniejszego kitowania przez rodzinę, czyli odrzucenia matki przez rodzinę pszczelą. Polecam tą metodę, gdyż nie straciłem dzięki temu żadnej matki. W moim przypadku zakupiłem 12 matek, które unasienniały się na własnym pasieczysku trutniami pszczoły kaukaskiej KP, od p. Różyńskich. Polecam tę pszczołę do tego celu, gdyż na 12 zakupionych różnych matek (kaukaska primorska KP, Buckfast Polbart, Elgon) wszystkie powróciły do macierzystych uli lub ulików weselnych, a następnie zaczęły czerwić. Więc można powiedzieć, że trutnie KP się sprawdziły :-) i matki zostały zapłodnione. Dodatkowo dodam, że jeden z hodowców p. Jacek Wojciechowski, gospodarujący w Alpach, którego wyniki mówią same za siebie, sam przewozi swoje matki Alpejki w góry Kaukazu, aby tamtejsze trutnie przekazały swoje czyste geny jego pszczołom. Dało mi to do myślenia. Tę samą pszczołę, na dawce genów dla swoich pszczół wybrał też Tomek Miodek. Wcześniej już miałem pszczołę kaukaską, u siebie i byłem z niej zadowolony. Więc mój wybór do eliminacji hodowli wsobnej, padł na pasiekę KP od p. Różyńskich. Obecnie Wiem, że to był dobry wybór. Dwanaście matek powróciło z lotów godowych i wszystkie zaczęły czerwić. Ja natomiast miałem dużo szczęścia, gdyż pogoda wcale nie rozpieszczała. Często w lipcu w nocy było 10stC, w dzień często opady deszczu, a dodatkowo występowała duża zmienność pogody.

Wracając więc do głównego tematu dzisiejszego postu, to polecam znakowanie matek, gdyż ułatwia ono ich znajdowanie w trakcie prac pasiecznych. Można to wykonywać naklejając na górnym odwłoku matki opalitki z numerem lub też, tak jak ja to wykonuje znakowanie przez postawienie kropki na górnym odwłoku matki pisakiem do tego przeznaczonym, farbą (nieszkodliwą dla matki i pszczół). Pamiętajcie też, że zapach farby „nieakceptowalny- bez atestu” przez rój, może być przyczyną odrzucenia matki w rodzinie pszczelej. Komunikacja rodziny pszczelej, w głównej mierze oparta jest o feromony i zmysł powonienia. Dlatego ja nie używam dowolnego flamastra, czy farby i zalecam stosowanie farb i pisaków do tego przeznaczonych. Stosuje dodatkowo krateczkę, np. z kawałka kraty odgrodowej lub jak na zamieszczonym filmie ze specjalnego pierścienia z tworzywa, który służy mi do chwilowego unieruchomienia matki na plastrze. Wtedy przy odrobinie wprawy, znakowanie jest łatwe i zaoszczędzi Nam czasu. W trakcie znakowania bez unieruchomienia matki na plastrze, zazwyczaj trzeba odczekać, aż matka się zatrzyma. Oczywiście też jest to możliwe. Jednak zauważyłem, że można wtedy oznakować dodatkowo jej głowę, co z uwagi na umieszczone tam receptory, czułki i oczy jest niekorzystne. Jednak po wykonaniu kilku oznaczeń nie powinno przysparzać kłopotów. Polecam więc wszystkim młodym pszczelarzom znakowanie matek. Zaoszczędzi nam to dużo czasu w trakcie przeglądów rodzin pszczelich oraz możliwych strat przy przeoczeniu matki i podaniu jej do rodziny z drugą matką.

Do oznaczenia wieku matki pszczelej stosujemy symbolicznie kolory. Jest ich pięć i przyporządkowano im odpowiednie cyfry oznaczające rok urodzin matki pszczelej.

1, 6 – biały – 2001 r., 2006 r.
2, 7 – żółty – 2002 r., 2007 r.
3, 8 – czerwony – 2003 r., 2008 r.
4, 9 – zielony – 2004 r., 2009 r.
5, 0 – niebieski – 2005 r., 2010 r.

Powodzenia!